drukuj

Filip Szołowski z powodzeniem łączy treningi z pracą na kieleckim uniwersytecie

Kategorie: Tagi:
Filip Szołowski z powodzeniem łączy treningi z pracą na kieleckim uniwersytecie

Filip Szołowski z powodzeniem łączy treningi z pracą na Uniwersytecie Jana Kochanowskiego

Magdalena Mucharska: * Wszystko zaczęło się od pływania...

Filip Szołowski: - Tak, na początku przez 3,5 roku trenowałem pływanie. Nie szło mi jednak, jakbym chciał, dlatego tata namówił mnie do uprawiania triathlonu. Wcześniej założył klub triathlonowy w Kielcach. Na szczęście udało mu się przekonać mnie do tej dyscypliny i jestem jej wierny do dzisiaj.

* Pana pierwszym trenerem był tata. Jak to jest trenować pod okiem któregoś z rodziców?

- Jak mieszkałem z rodzicami, to można powiedzieć, że właściwie 365 dni w roku byłem na obozie, bo nadzór trenera był przez cały czas. Ale były też tego plusy, bo była większa kontrola nad treningiem niż u moich kolegów. Dzięki systematyczności udało mi się zrobić lepsze wyniki, właściwie bez żadnych przerw czy poważniejszych kontuzji.

* Był Pan bardziej wyróżniany od innych?

- Nie, wręcz przeciwnie. Nigdy nie miałem lekko na treningach.

* Ale do tej pory nie zajmował się pan tylko sportem, ale również studiami. Jak pogodzić treningi, które pochłaniają tak wiele czasu, z zajęciami na uczelni?

- Przez cały ubiegły rok nie tylko studiowałem i trenowałem, rozpocząłem też pracę na Uniwersytecie Jana Kochanowskiego. Zajmuję się również wychowywaniem dziecka. Jak to pogodzić? Przede wszystkim trzeba ułożyć sobie cały tydzień, dzień po dniu, i znaleźć lukę pomiędzy zajęciami na trening. Pomimo tylu obowiązków da się to pogodzić. Oczywiście, pod warunkiem, że ktoś jest zaangażowany w to, co robi.

* Triathlon składa się z trzech konkurencji, czy któraś z nich jest Panu szczególnie bliska?

- Generalnie lubię wszystkie trzy dyscypliny. Zaczynałem od pływania, ale chyba nigdy nie było tak, że byłem lepszy w którejś z tych dyscyplin. Byłem zawodnikiem, który miał opanowane w miarę równo te trzy konkurencje. Triathlon olimpijski jest tak skonstruowany, że trzeba mieć zarówno pływanie, bieganie i kolarstwo na wysokim, wyrównanym poziomie.

* Zakończył pan już karierę zawodniczą. Jest pan spełnionym sportowcem?

- Spełniony do końca nie jestem, bo moim marzeniem było wzięcie udziału w igrzyskach olimpijskich. Niestety, nie udało się. Ale nie wykluczam, może uda się to osiągnąć w roli szkoleniowca. Nie wystąpiłem na igrzyskach, ale też nie jestem zawiedziony, bo zdobyłem 51 medali, na koncie mam medal z Akademickich Mistrzostw Świata w drużynie, więc nie jest źle.

* A co uważa Pan za swój największy sukces sportowy?

- To, że trzy razy byłem mistrzem Polski seniorów i wywalczyłem wspomniany brązowy medal na Akademickich Mistrzostwach Świata w 2008 roku. To są na pewno największe sukcesy, ale są też oczywiście inne, na przykład 10. miejsce na Mistrzostwach Świata Sztafet.

* Zajął się pan szkoleniem sportowców, ale nie tylko, bo w ubiegłym roku przygotowywał pan do startów znanych aktorów - Piotra Adamczyka, Tomasza Karolaka. Jak układała się współpraca?

- Byłem na konsultacjach w Spale i poszczególnych treningach z Piotrem Adamczykiem, Tomaszem Karolakiem, Bartłomiejem Topą i Łukaszem Grassem. Muszę powiedzieć, że do powierzonego im zadania podeszli naprawdę profesjonalnie. Mieli za zadanie ukończyć zawody na dystansie 1/2 Ironman (1,9 km pływania, 90 km jazdy na rowerze i 21,1 km biegu - przyp. red.) i to się udało całej czwórce.

* Triathlon nie jest jednak zbyt popularny w Polsce...

- Nie jest, ale wydaje mi się, że będzie.

* Ma Pan jakiś pomysł, żeby rozpowszechnić tę dyscyplinę?

- Triathlon już jest w trakcie popularyzowania, bo dwa lata temu podczas zawodów w Suszu wystartowało około 140 zawodników, a w zeszłym roku było już 380 osób. Kolejne zawody będą w lipcu, a w ciągu 15 dni zapisało się już ponad 500 osób. Coraz więcej ludzi dostrzega triathlon. Na pewno to jest zasługa organizatorów tych zawodów, którzy zachęcili do zeszłorocznej edycji polskich aktorów. I w tym roku sytuacja się powtórzy, w zawodach wezmą udział Marcin Dorociński, Paulina Sykut, Magdalena Boczarska i Maciej Dowbor. Kolejne osoby będą promowały triathlon. Mówi się także, że jeszcze inne znane osoby, między innymi, politycy będą startowały w triathlonie. Mam nadzieje, że to odbije się szerokim echem i w ciągu 3-4 lat ta dyscyplina stanie się sportem masowym.

* Jest pan pracownikiem Uniwersytetu Jana Kochanowskiego. Jak współpracuje się ze studentami?

- Generalnie bardzo dobrze. Jest to oczywiście zupełnie co innego niż sport wyczynowy, ale sprawia mi to wielką przyjemność i daje satysfakcję.

* A jak wygląda sprawność wśród młodzieży, bo podobno jest coraz gorzej....

- Ja wychowywałem się w takim gronie, gdzie każdy był sprawny, dużo osób biegało, jeździło na rowerze, pływało. Jak przyszedłem na zajęcia, to zauważyłem ten kontrast. Mam nadzieję, że za kilka lat to się zmieni i młodzi ludzie będą większą wagę przykładać do sprawności fizycznej.

* Jakie ma Pan plany zawodowe na aktualny rok?

- Jestem w trakcie organizowania imprezy triathlonowej w Malborku, która odbędzie się 24 czerwca. Ponadto prowadzę zawodników w różnych dyscyplinach sportu, zarówno wyczynowców, jak i amatorów.

* Dziękuję za rozmowę. Magdalena MUCHARSKA


Urodził się 8 maja 1984 roku w Kielcach. Ma żonę Jolantę i córeczkę Zosię. Triathlonista Akweduktu Kielce, były reprezentant Polski. Pracuje w studium wychowania fizycznego na Uniwersytecie Jana Kochanowskiego w Kielcach. Na koncie ma 49 medali w różnych kategoriach wiekowych, od młodzików do seniorów - w duathlonie, triathlonie i aquathlonie. Hobby: Internet, narciarstwo, żeglarstwo.

 

Współpraca: Magdalena MUCHARSKA

Zdjęcia

  • Filip Szołowski z powodzeniem łączy treningi z pracą na kieleckim uniwersytecie
redakcja
Autor:redakcjagg: GG39242256

Zaloguj się lub utwórz konto, by oceniać

Komentarze Zaloguj się lub utwórz konto, by odpowiadać